sobota, 8 listopada 2014

Słowne macanki





Pomacajmy się czule.

Jesień taka absolutna, policzkuje mglistą żółcią...niby rozkosznie, a jednak odstręczająco.

Bodziec obecny - płynność dnia, wręcz uporczywa wilgotność chmur. Ospale niewygodny dzień i zastanowienie. Depresyjność łamie rzęsy i policzkuje uśmiechy, trzyma je łańcuchami, próbując przyspawać do lękliwego braku mimiki.

Pomacajmy się czulej. 

Jestem destrukcją, nie muszę być systematyczna. Zadziwiające - notoryczności nie można mi odmówić. Notorycznie, obsesyjnie sprawiam że brak wam tchu. Bezdech. Chandra.

Jesień ma kolor wymiocin, a może wymiociny kolor jesieni.

Poświntuszmy paskudztwem chłodu.
Upstrzyjmy swoją mizernością inne istnienia.
Chorobliwie pochorujmy się...
nostalgii nowotwory. Wszędzie.

Pomacajmy się najczulej. 

Jesienią konstruktywnie można się tylko zasmarkiwać czy to przy dobrym, średnim, niemrawym filmie/książce, czy to wypłakując zasmętnienia niczym drzewo wydalające poczerwieniałe liście.





Fot. Cudowna Joanna Ludwisiak


 Pomacam was czule.

Księga Niepokoju Fernando Pessoa - zalecany środek powodujący rozstrój umysłu, serca, zapaści emocjonalne, stany destrukcyjne i depresyjne. Kwintesencja jesienności.

Przy tym wasze otłuszczone myśli zaczną skowyczeć jeszcze bardziej.

Przedsmak...




  
Czułych jesiennych uporczywości
Wasza Autodestrukcja


sobota, 14 czerwca 2014

Resekcja

    
           Każda destrukcja jest budowaniem nowego porządku, nowy stan kiełkuje nawet czerpiąc siły z upadku. To pokrzepiające. Jeśli sztyletujemy się ospale, proces destrukcyjny trwa na tyle długo, że zaczyna nam odpowiadać jego specyfika. Taplamy się w naszym zasmętnieniu, jątrząc rany i uśmiechając się przy tym do naszych odbić. Toksycznie i tragicznie.

          Specyfika miłości - brak prostoty, oczywistości. Taka uwielbiona wersja autodestrukcji, niszczejemy w kimś, niepostrzeżenie. Kamuflujemy kolejne resekcje naszych organów. Jakby ich utrata nie odbierała nam woli życia... a w końcu bezpańskość nie jest śmiercią, a zmartwychwstaniem. Mamy na rękach własne bijące serca, tryskające krwią czucia. Amputujemy siebie.

          W którym momencie następuje chwila nieodwracalności? Jesteśmy na tyle daleko, że nie widać drugiego brzegu - zapominamy nawet o jego istnieniu. Brniemy w nicość, ślepi na własne zapachy, a tak chcący zadławić się NIĄ. Nasiąkamy brunatną substancją. Fermentujemy. Trochę z gruntu zepsuci, trochę nadpsuci miłostkami. Dlaczego nie zawracamy? A nasze chmurne nieba tylko się przyglądają... 



Maria Pawlikowska-Jasnorzewska



Smakowitość księżyca pachnie naszym końcem...




Wasza Autodestrukcja


sobota, 19 kwietnia 2014

O śmierci


Chyba tragizm jest bliski każdemu, trawiące nas bolączki zawsze z niemałą intensywnością wtłaczają się w nasze życiorysy...no i może miłości też znajdują tu dla siebie siedzisko. One również odpowiadają za interpunkcję, gdy piszemy frazy swoich żyć. Właśnie dostrzegłam, ze od słowa żyć do rzygać jest niedaleko - rzut beretem. Gdyby tylko nie to cholerne 'rz' i - ga, które jest chyba tylko po to by rzygania nie pomylić z życiem. Zabawne. A może wcale nie? 

O czym to ja miałam? Ach, tak... obiecuję sobie wielokrotnie, że moje słowne wyziewy będą choć splamione jakimś uśmiechem, może nikłym, przykurzonym czy zardzewiałym, ale będą. Przy każdej próbie kończy się to owszem uśmiechem (no, może uśmieszkiem) jednak tylko moim własnym, skierowanym do samej siebie. Miło droczyć się z własnymi myślami. Brzmi psychopatycznie, wiem. 

Będzie tragicznie, ale z tęczowym przebłyskiem. To tak jakbyśmy smakowali coś nieoczekiwanie przepysznego. Nieoczekiwaność = nasze przerażenie nieznajomością tego smaku, przepyszność = końcowy wniosek, który może jednak będzie napawał radością (może!).

Dzisiaj natchnął mnie Hłasko

Opowiadanie "Namiętności" - wbrew pozorom nie opowiada o takiej namiętności, jaka większości populacji staje przed oczyma w tym momencie. Tutaj mowa o innej namiętności...której bliżej do zapachu umierania, albo inaczej - do samego godzenia się nie tylko z samą śmiercią, jako nieżyciem, ale śmiercią jako zjawiskiem - tak powszechnym.

"- Ja tego nie wytrzymam. Odchodzi człowiek, a pan pije kawę.
Odchodzi człowiek, a tamci zakładają się o wódkę, jaka trumnę mu
kupi rodzina - z ocementowaniem czy z okuciem. Ja tego nie
wytrzymam.
- Wytrzymasz - powiedział. - Nawet wyobrażenia nie masz, ile można
wytrzymać - wstał i rozprostował ramiona, ziewnął. Począł chodzić
miarowym krokiem po sali. - Wypisz mu kartę zgonu - powiedział. - I
nie zawracaj sobie głowy ta cala sprawa. Weź walerianę, weź brom, co
chcesz.
- Dobrze - powiedziała cicho. Wyglądała żałośnie: usta miała
skrzywione jak dziecko, które wybuchnie za chwile niepohamowanym
płaczem, oczy - w ciemnych obwódkach. W jej plecach, rękach, w
pochylonym nad stołem karku czaiło się zmęczenie. Nagle uniosła
głowę.

 - Czy naprawdę tak wiele?
- Co?
- Tak wiele można wytrzymać?
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia.
- Dlatego pytasz.
- Kiedy człowiek przestaje się dziwić?

- Nigdy.
- Wiec po co to wszystko?
- Po nic."

 
Dziwmy się, krzyczmy, kiedy nas uwiera... połowiczne życie, to jak budowanie sobie trumny, za życia. Wieczne banały - nawet wytarty frazem, dlaczegoś nim się stał. Poczytajcie, proszę.


czwartek, 13 marca 2014

Erotyki

          Jakże niedoceniane chwilami. Może zbytnia dosłowność albo wręcz odwrotnie - absolutne zmysłowe zmętnienie. Pociągające te twory diabelnie. Ukochałam. Bez reszty.

          Erotyka wyziera z każdego ludzkiego otworu, myśli, ramy, słów. Porno to rytm kroków współczesnego człowieka. Erotyki natomiast balsamują nieskalane wulgarnością emocje, są czyste, przejrzyste. Ckliwości, wszędzie ckliwości.

          Właściwie to nie wiem. Albo wiem zbyt wiele. Pośród rozdygotanych teorii trochę apetycznych treści.

Emil Zegadłowicz, "Szał"

Gdy mi nagle zarzucasz nogi na ramiona
wrzącej w żyłach rozkoszy warem rozogniona -

gdy ręce moje, węże oszalałe żądzą,
po udach Twych i brzuchu ślepe, gniewne błądzą -

gdy Twe trzewia nasienia opryskuje wrzątek,
gdy krzyczę żeś Ty wieczność, koniec i początek -

gdy wołam: daj mi oczy! daj mi Twoje oczy! -
- ziemia zrywa praw łańcuch i w bezkres się toczy

z świstem, z łopotem, z hukiem! - ziemia - klacz chutliwa
pędzi! tętni! - a nad nią skier pienistych grzywa!

Do grzbietu jej przywarci, przemienieni w jedno,
lecimy w zawierusze gwiazd w groźne bezedno!
 

Lesław Falecki, "Zadzwoniłaś kiedy tęskniłem…"

Zadzwoniłaś kiedy tęskniłem
jak zwierzę
za twoim rozkwitem warg
skurczem dłoni
zapachem piersi
zadzwoniłaś
i oboje rozerwaliśmy noc
na kawałki krzyku




Izabela Ptak, "Tam gdzie Anioły…"

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
 

Kazimierz Przerwa Tetmajer, "Lubię, kiedy kobieta…"

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.




 Moje. Takie nic.

Se(ks)n
Moje sutki niczym zaróżowione krople,
stosy odcisków parują na mym ciele twoją pieszczotą.
Mam pokrwawione kąciki ust,
za dużo smutku, za mało spermy.
Twój kot leży na moim łonie,
umościł sobie wdzięczne posiedzenie.
Zawieś mi wisienkę na sutku,
niech będzie kropką nad moim i.

Brodzisz  we mnie.



Mił(y)ość
Miły mój
Krucha nasza powierzchnia,
spękana ciepłotą.
Wypieczony wierzch słów,
spowijasz przedmieścia
okruchami.
Zespoleni,
zaplątani
pianą mych zmysłów
…tkwisz. 



Podpisano
Autodestrukcja

wtorek, 31 grudnia 2013

Zmiana stronicy

        
           Pora teraz na stronę z intrygującym tytułem "2014". Sylwester (jak to hucznie brzmi!) - winien to być dzień upojnej zabawy, porywających wyznań i poruszających zdarzeń. Czy na pewno? A może warto przystanąć nad śmiercią tego mijającego... Już widać jego rozkładające się ciało, miesiące wypłowiały, dni wyparowały, ostatnie jego dyszenie jednych doprowadza do obłędnych jęków oczekiwania na zabawę życia, innych do smutnej konkluzji - to był kolejny paskudny rok mojego życia. 

           Dość przytłaczająco. Zawsze odwracanie klepsydry, by piasek znowu zasypywał nasze wątłe trzewia, niesie ze sobą jakiś sentyment, nawet sporą jego dozę. Zastanowienie jest niezbędne. Kim byliśmy przez ten rok, kim chcemy być w następnym? A może jesteśmy absolutnie spójni w naszym zapatrywaniu na samych siebie.

          Dzisiaj o północy będzie wyczuwalny fetor śmierci. Umierać będzie rok, kolejny rok z naszego życia popełni samobójstwo, a my będziemy to świętować. O ironio! Jednak to jedyna rozsądna alternatywa. Musimy zdmuchnąć kurz ze staroci zagracających nasze serca, dusze i umysły. Przewertować siebie, spojrzeć z perspektywy na minioność.

      Pokruszone miłości, zatroskane twarze, przełykane z trudem łzy - tak, zdecydowanie. Tym samym czułe muskania, dumne spojrzenia i otwarte serca. Koktajlem odczuć nasz żywot usiany. Najistotniejsze by z rozwagą dawkować życie, a może wręcz odwrotnie - zapijać się nim na śmierć. Na zdrowie! 


       Wiatr zawsze zawiera jakąś tajemnicę, niezmiennie dość enigmatyczny. Ruch, żywioł, pasja. Życiowych dobrych wiatrów - tego powinno się życzyć nad mogiłą odchodzącego roku. Tego życzę.



Podpisano
Autodestrukcja

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Narodziny autodestrukcji

          Rodzimy się każdego dnia, by na nowo zachłysnąć się powietrzem. Czasami zachłystujemy się życiem... zabawne, ale i dramatyczne. Zawsze ostrożnie 'uwydatniałam bebechy'. Może jednak czas kalać sobą nie tylko siebie i własne myśli? Kto wie. Zachłystuję się życiem, czasami staje mi w gardle, w końcu nicOŚĆ, wielOSĆ i czarownOŚĆ mają w sobie tyle OŚCI. O, życie - ością stajesz mi w przełyku! 
          Szepty, niepokoje, fakty. Subiektywnie i boleśnie. Wszelako. Może to początek długiej, nieprzyzwoicie osobistej podróży, a może tylko incydentalne zdarzenie, które pogrzebię w głowie już za kilka westchnień. Zawsze posądzano mnie o nadmierną poetyckość w sposobie bycia. Tutaj będę obscenicznie poetycka i nie tylko.

Animacje
          Jedni kochają ponad życie, inni nie wiedzą czym one są. Nie będę analizowała animacji pod względem gatunkowym. Jednak polecę dwie niesłychanie poruszające. Tematyką spajającą je jest miłość - dość przewidywalne, a nawet mdławe. Nieprawda. W takim wydaniu miłość jest apetyczna, a nawet smakowita.


          Zauroczenie. Piękno. Kolorystyka koi zmysły, a zamysł uwodzi. Estetyka rozkoszna. Oglądając to słychać plusk duszy, mojej duszy.


          Niepokój. Rozdrażnienie. Bezbrzeżny smutek. Zadry myśleń. Muzyka potęguje skrajnie psychodeliczne odczucia.